Dołącz do czytelników
Brak wyników

Okiem pedagoga

22 lutego 2021

NR 17 (Luty 2021)

Zapiski zza ekranu – praca online z młodzieżą i dorosłymi w czasie pandemii

1

Zdalna edukacja stała się naszą rzeczywistością. Niektórzy z nas szybko rozeznali się w narzędziach i platformach internetowych oraz programach, dzięki którym można ją było realizować. Inni uzupełnili brakującą wiedzę i umiejętności mniej lub bardziej ochoczo. Jeszcze inni…

Swoimi spostrzeżeniami i obserwacjami związanymi z doświadczeniem edukacji zdalnej podzieli się nauczyciele pracujący z młodzieżą i dorosłymi uczniami w Zespole Szkół Specjalnych nr 11 w Krakowie. Wielu z nich zastanawiało się w marcu, czy edukacja zdalna jest w ogóle możliwa w przypadku uczniów ze sprzężoną niepełnosprawnością. A tylko tacy uczą się w tej szkole. Istotne jest też to, że większość uczniów jest użytkownikami alternatywnej i wspomagającej komunikacji.

POLECAMY

ANNA MAKUCH – oligofrenopedagog 

Bezpośredni kontakt z uczniem ze sprzężoną niepełnosprawnością jest podstawą mojej pracy. Towarzyszę, wspieram, użyczam rąk, asystuję. Daję poczucie bezpieczeństwa. Szkoła, jako miejsce i grupa klasowa, również ma ogromne znaczenie. Uczniowie nawzajem się motywują, pojawia się element współzawodnictwa. Zdarza się, że osoba z niepełnosprawnością w szkole prezentuje inne możliwości niż w domu, np. sama ubiera buty, wzorując się na kolegach, którzy mimo swoich trudności robią to samodzielnie. W domu, czasem z przyzwyczajenia lub braku czasu, jest wyręczana przez najbliższych.
Moi uczniowie najszybciej zdobywają wiedzę czy umiejętności w najbliższym środowisku – którym jest np. sklep i ulica. Poznają je, angażując w ten proces wszystkie zmysły. Obserwują, słuchają, smakują, dotykają. Po co tworzyć prezentację na temat robienia zakupów czy oglądać filmy na ten temat, kiedy można iść do marketu i obserwując innych, uczyć się kupowania.
U osoby ze sprzężoną niepełnosprawnością występuje kilka zaburzeń jednocześnie. Dotyczą one motoryki, zmysłów i koordynacji, a także sfery psychicznej. Często skutkują brakiem możliwości samodzielnego poruszania się, nieumiejętnością czytania, pisania czy prawidłowego spostrzegania, słyszenia lub posługiwania się mową.
Uczniowie mojej szkoły często są użytkownikami alternatywnej komunikacji. Zaczynają od najprostszych systemów, dochodząc do tych najbardziej zaawansowanych technologicznie. Uczą się dokonywać wyboru z dwóch propozycji prezentowanych na dłoniach nauczyciela, komunikować się za pomocą symboli PCS (Picture Communication Symbols) oraz personalizowanych książek do rozmawiania. Osoby posiadające możliwości z zakresu małej motoryki, naciskając przycisk Step by Step odtwarzają nagrane komunikaty. Mogą dzięki temu brać udział w czytaniu uczestniczącym, przeprowadzać wywiad, informować o nadchodzącym wydarzeniu czy odtwarzać swoją rolę w trakcie akademii. Rozmawiają, wykorzystując tablet z wgranym jednym z systemów komunikacyjnych, np. Boardmaker, Mówik, Communicator 5.
Obecnie duża grupa użytkowników AAC (Augmentative and Alternative Communication, komunikacja wspomagająca i alternatywna) do porozumiewania się wykorzystuje wzrok i sprzęt typu PCEye Go. Urządzenie jest bardzo kosztowne, dlatego wielu opiekunów nie może sobie pozwolić na jego zakup. Wówczas uczeń ćwiczy, wykorzystując sprzęt zakupiony przez szkołę.

Konsekwencje braku kontaktu bezpośredniego

Pandemia wystawiła na próbę wszystkie szkoły. Szkoły specjalne zmagają się przede wszystkim z konsekwencjami braku kontaktu bezpośredniego. Zdalne nauczanie wydaje się przekreślać to, co jest fundamentem metodyki pracy w placówce takiej jak nasza.
Uczeń niedosłyszący, mający zaburzenia percepcji wzrokowej, będzie miał problem z identyfikacją osoby, słyszeniem i rozumieniem mowy. Osoba, która pojawia się na monitorze, to bohater filmu czy nauczyciel? Uczeń wysoko funkcjonujący poprawnie odpowiada na pytania z quizu, ale zdarza się, że wskazuje mężczyznę jako osobę rodzącą dzieci. Zdaje się, iż nie jest to wynik braku wiedzy, lecz raczej niedosłuchu i niezrozumienia pytania. W codzienności szkolnej bardzo pomagają także gesty Makaton. Niestety, pokazywane przed kamerą nie zawsze są czytelne.

Wyzwania dla nauczyciela

W dostosowywaniu sprzętu niezbędne jest wsparcie innych osób, lecz nie każdy uczeń na taką pomoc może liczyć w swoim domu. Ktoś musi włączyć komputer, czytać, przekazywać odpowiedzi za ucznia niemówiącego. Wymaga to dużego zaangażowania i chęci domowników. Rodzice niejednokrotnie przeciążeni są nauką ze zdrowym rodzeństwem lub dysponują jednym komputerem, który jest niezbędny również pozostałym dzieciom do nauki zdalnej. Większość uczniów pojawia się jednak na zajęciach online. Czasem pomocne jest organizowanie lekcji popołudniami, kiedy rodzeństwo zwalnia komputer.
Kolejnym wyzwaniem edukacyjnym jest wyręczanie niepełnosprawnych uczniów przez rodziców, którzy odpowiadają na pytania nauczyciela, nie czekając na wypowiedź dziecka.
Stopniowo uczniowie i nauczyciele oswajają się z kontaktem z kamerą. Zajęcia dają radość wzajemnego zobaczenia się, usłyszenia. Okazuje się, że można realizować zaplanowaną tematykę, przeprowadzać konkursy, grać w gry, a nawet uczestniczyć w spotkaniu andrzejkowym. Przez funkcję prezentacji przygotowanych materiałów nauczyciel udostępnia treści. Uczniowie wybierają, wskazują, ustalają kolejność. W zajęcia niejednokrotnie włączani są członkowie rodziny, zarówno nauczyciela, jak i ucznia, czy nawet zwierzęta domowe (w czasie wróżb andrzejkowych kot może zastąpić koguta, który ma wybrać jeden z kolorowych talerzyków i zjeść z niego „ziarno”).
Gorzej wygląda kwestia wykonywania zadań wysyłanych mailem. Aby maksymalnie uniezależnić uczniów od pomocy osób trzecich, nagrywam polecenia słowne lub filmy na Screencastify. Program ten umożliwia nagrywanie własnego pulpitu i krok po kroku pokazanie sposobu wykonania polecenia. Jednocześnie w małym oknie uczeń widzi mówiącego do niego nauczyciela.
Wysyłanie dużej liczby linków powoduje chaos, w którym łatwo się zgubić. Zdecydowanie lepiej sprawdza się wysyłanie jednego linku zawierającego wszystkie materiały z łatwym przechodzeniem od jednego do drugiego. Programem dającym taką możliwość jest Genially. Pod jednym linkiem mogą znaleźć się zdjęcia, filmy, muzyka, zadania do wykonania z nagranym słownym komunikatem oraz atrakcyjne animacje. Uczniowie mówią, że przeglądają wysłane materiały, jednak rzadko wykonują zadania domowe. Nie mają do tego motywacji. Oczywiście, są wyjątki. Bywają tacy, którzy przy pomocy rodziców wykonują wszelkie zadane prace i odsyłają efekty swojej pracy mailem.

Korzyści z edukacji zdalnej 

Mimo wielu trudności, których doświadczamy w związku z pandemią i zdalnym nauczaniem, wiemy, że uczniowie z niepełnosprawnościami mogą pracować w swoim tempie. Nie muszą przygotowywać się do egzaminów, matury, czy chociażby klasówek. Najważniejszą rzeczą jest podtrzymywanie kontaktu, motywowanie do komunikacji, niejako wejście do domu i danie możliwości pobycia z kimś znajomym z zewnątrz.
A my, jako nauczyciele, mamy możliwość zobaczenia bezpośredniej relacji naszego ucznia z rodzicami czy rodzeństwem. Dowiadujemy się wielu nowych rzeczy, zdobywamy wiedzę o funkcjonowaniu naszych podopiecznych.
Nauczanie online zmieniło sposób kontaktowania się między nami wszystkimi. Bezpośredni kontakt został wyparty przez ten wirtualny. Osoba ze sprzężoną niepełnosprawnością opiera swoje kontakty bezpośrednie na rodzinie i osobach ze szkoły. Choć kontakty rówieśnicze są ograniczone przez niesprawność fizyczną czy problemy komunikacyjne, w ostatnim czasie jeden z naszych uczniów organizował imprezę urodzinową online. Sam wybrał i zaprosił kolegów oraz pracowników szkoły. Każdy gość miał założyć element stroju imprezowego. Jednocześnie pojawiło się ponad dwadzieścia osób. Był tort ze świeczkami, życzenia, wspólny śpiew. Dzięki spotkaniu wirtualnemu w domu jubilata pojawiło się wielu gości. Po raz pierwszy świętował urodziny w gronie znajomych i rodziny jednocześnie. Gdyby nie Google Meet, większość nie pojawiłaby się na urodzinowym spotkaniu.
Sytuacja zmusiła nas wszystkich do nauki nowych umiejętności. My, nauczyciele, gromadnie zapisywaliśmy się na webinaria, szkolenia online, aby poznać nowe, nieodkryte możliwości komputera i Internetu. Uczniowie stopniowo oswajali się z wystąpieniami przed kamerą. Niezastąpieni rodzice dzielnie towarzyszyli swoim dzieciom. Czasem bardziej wcielali się w rolę ucznia, który z radością wypełnia zadanie, zapominając, że są jedynie asystentami.

Trudności w edukacji 

Niestety, jak w każdej szkole, u nas również są uczniowie, którzy nie korzystają z żadnej formy zajęć zdalnych. Przyczyny są różne – głęboka niepełnosprawność, brak komputera, nieumiejętność obsługi sprzętu przez rodziców i niechęć do nauczenia się. Często uzasadnieniem jest brak czasu. Rodzic osoby niepełnosprawnej w czasie przymusowej kwarantanny zmuszony jest niejednokrotnie być fizjoterapeutą, lekarzem, logopedą. Często dodatkowo wspiera swoich starszych rodziców czy pozostałe dzieci. Taki rodzic bardziej niż kolejnej porcji zadań do wykonania potrzebuje zwykłej rozmowy z kimś, kto doceni jego trud, zapewni o zrozumieniu, wysłucha o uzasadnionym lęku i niepewności. Nie ocenia i nie oskarża. Rozmowa z rodzicem nie jest jednak tożsama z kontaktem z uczniem, szczególnie kiedy on jest niemówiący i nie może przejąć słuchawki i porozmawiać. W grupie klasowej, w której pracuję, postanowiliśmy pisać listy do jednej z uczennic, z którą nie mieliśmy żadnego kontaktu. Uczniowie po kolei mówili, co chcą jej przekazać. Zapisywaliśmy to i wraz z informacją o tym, co się dzieje w klasie, o czym teraz się uczymy, wysyłaliśmy tradycyjnym listem na adres domowy dziewczyny.
Pandemia wciąż trwa. Niektórzy uczniowie i nauczyciele wrócili do nauki stacjonarnej, część wciąż pracuje w trybie zdalnym. Nadal jest w nas wszystkich dużo lęku o siebie, swoich bliskich, pracę. Potrzeba nam wrażliwości i otwartości na siebie nawzajem. W chwilach trudnych, kiedy musimy podejmować decyzje, wybierać, warto oprzeć się na tym, co najważniejsze i bez czego nie można się uczyć i pracować. Na zabezpieczeniu zdrowia i bezpieczeństwa uczniów oraz ich rodzin, a także własnego i naszych najbliższych.

ŁUKASZ TECHMAŃSKI – pedagog specjalny

Marzec 2020 r.
Informację o konieczności zakończenia zajęć stacjonarnych duża część pracowników przyjęła z pełnym ekscytacji niedowierzaniem. Pamiętam poruszenie, odczuwalny zewsząd natłok emocji, od poczucia dyskomfortu, niepokoju, po entuzjazm. Kończyło się znane, a zaczynało nieokreślone. Jednak czas przesycony emocjami nie trwał zbyt długo. Nową rzeczywistość trzeba było poukładać, nadać jej logiczną strukturę, zaplanować zajęcia, ich częstotliwość, formę, nadać im sens.

Tydzień pierwszy. Czas „łączenia wątków” 

Uczniowie o różnych potrzebach, możliwościach, umiejętnościach adaptacyjnych, ich rodzice, pracujący zdalnie lub stacjonarnie, zespół nauczycieli z arsenałem godzin, zajęcia indywidualne i zespołowe, czas ekspozycji ucznia na niekorzystne oddziaływanie multimediów, jakość sprzętu i łączy internetowych w domu ucznia i nauczyciela, czasem ich brak, wybór narzędzia pracy. Liczba wątków przytłaczała.

Tydzień drugi. Pierwsze „dzień dobry” przed ekranem

Rozkołatane serce, rozdygotane dłonie, uśmiech na twarzy. Pierwsze reakcje uczniów i rodziców. Czasem brak wizji, brak dźwięku, brak słów. Jakość spojrzenia wyznaczana marką laptopa i mocą łącza. Jak własnoręczny podpis w programie Paint. Zawsze nie swój. Zarówno dla uczniów ze sprzężonymi niepełnosprawnościami, jak i nauczycieli wspomniany czas był potężnym wyzwaniem. Uczyliśmy się wszyscy, na gorąco, możliwie szybko. 
Kolejne tygodnie to nieustanne dostosowywanie się do zastanej rzeczywistości, do aktualnych potrzeb uczniów, ich możliwości oraz charakteru zajęć. W moim domu natomiast, przyprawiająca o zawrót głowy, wszechobecna kakofonia, głosy i dźwięki dochodzące niemal z każdego dostępnego pomieszczenia domowych pieleszy. Dwójka nauczycieli i dwoje dzieci na nauczaniu zdalnym to już próba sił. Co, jeśli ktoś ma trójkę, czwórkę, piątkę dzieci? W tym właśnie momencie ślę im szczere wyrazy podziwu i kłaniam się nisko. 
Chciałbym, choć w kilku słowach, podzielić się moimi spostrzeżeniami odnoszącymi się do pracy zdalnej z uczniami ze sprzężonymi niepełnosprawnościami. Nietaktem jednak byłoby pominięcie ich rodziców i opiekunów oraz roli, jaką odgrywali w tym czasie, ponieważ to na ich barkach spoczywał ciężar aktywnego uczestnictwa w całym procesie edukacji zdalnej. 

Współpraca z rodzicem

Wracając myślą do pierwszych tygodni nowej formy nauki, widzę podekscytowanych i zaciekawionych uczniów oraz onieśmielonych rodziców. Pamiętam duże emocje, ponieważ w jednej chwili, łącząc się zdalnie z uczniami, stawałem się uczestnikiem skrawka rodzinnej rzeczywistości, bezpośredniej relacji rodzica ze swoim niepełnosprawnym dzieckiem. Ten widok wiele wniósł w mój sposób podejścia do ucznia. Nigdy wcześniej nie miałem takiej okazji, aby obserwować ich współpracę, wypracowane latami sposoby komunikacji za pomocą gestów, symboli, spojrzeń. 
Pozytywne niewątpliwie było to, że rodzic mógł na bieżąco korygować adekwatność odpowiedzi ucznia na zadawane przez nauczyciela pytania, co niezwykle ułatwiało pracę. W trakcie zajęć często odnosiłem się do rodziny ucznia, tworzyłem quizy dotyczące przydziału zadań, obowiązków, ról. Wspomniane zajęcia, okraszone dźwiękami, symbolami oraz odpowiednią grafiką były dla wszystkich dobrą zabawą, a dla mnie sporym materiałem, który strukturyzował wiedzę o uczniu i jego rodzinie. Ujmujące było obserwowanie rodziców i ich dzieci pochłoniętych pracą nad wytworem plastycznym, przygotowujących doświadczenie fizyczne. Wachlarz postaw, od wspierających do wyręczających, od cierpliwych i wyrozumiałych do pospiesznych i impulsywnych, stanowi kolejny materiał, który „pracuje” w mojej głowie i dzięki któremu nieco inaczej interpretuję zachowania moich uczniów. 

Organizacja zajęć klasowych 

W trakcie zajęć klasowych, w których brali udział wszyscy uczniowie, starałem się budować namiastkę relacyjnego charakteru spotkania, zalążki interakcji, ale niewątpliwie, przy specyfice tej klasy, było to niezwykle trudne zadanie. Wielokrotnie zdarzało się, że w trakcie oczekiwania na komunikat od ucznia, wymagającego całkowitego wsparcia w niniejszej czynności, reszta uczniów rozpierzchała się do innych, aktualnie atrakcyjniejszych aktywności. Jedni, pozostając na wizji, nie kryli zniecierpliwienia i wydobywali, nie wiadomo skąd, przeróżne przedmioty i wprawiali je w ruch. Inni ogłaszali, wszem i wobec, że teraz mają dość. Gdyby nie opcja wyłączania mikrofonu, raczej nikt nie miałby problemu odgadnąć, czy uczestnik właśnie ziewa, czy krzyczy. 
Na innych nie działały nawoływania skonfundowanego rodzica. Dokładnie w tej właśnie chwili poczuli bowiem nieodpartą chęć uiszczenia kilku ćwiczeń na piłce pilates. Mało tego, kiedy spostrzegali, że nikt na nich nie patrzy, zmieniali nieco położenie tabletu, w którym do tej pory widniało oblicze rodzica siedzącego na sofie, i usilnie nakierowując na siebie obiektyw prezentowali, dość fragmentarycznie, swoją wiedzę na temat ćwiczeń wzmacniających mięśnie stabilizujące kręgosłup. To wszystko działo się w trakcie oczekiwania na wypowiedź jednego z uczniów. Wcale nie twierdzę, że w sali podobne rzeczy nie mają miejsca. Owszem – mają, ale wówczas jesteśmy tuż obok siebie i jeśli dostrzegamy u ucznia napięcie, potrzebę ruchu, robimy chwilową przerwę, prostą zabawę ruchową, odpowiednio przekierowujemy nagromadzoną energię. Często miałem wrażenie, że jesteśmy elementami kostki Rubika i nie ma takiej mocy sprawczej, aby wspólnymi siłami zbudować choć jedną ściankę danego koloru.

Wnioski z edukacji zdalnej 

Ilu nauczycieli, tyle spostrzeżeń na temat nauki zdalnej. Niektóre opinie są raczej pozytywne, inne mniej entuzjastyczne. Moje kilkumiesięczne doświadczenie ugruntowało mnie w przekonaniu, że to stan przejściowy, tryb awaryjny, forma symbolicznego przetrwania. 
Widziałem to w uczniach, słyszałem od rodziców, że brak naturalnej bliskości, relacji, interakcji jest dla młodzieży dojmujący. Nie dziwiły zatem sytuacje głaskania ekranu monitora, wyciągania w jego stronę dłoni, aby się przywitać, kogoś dotknąć, przytulić się. Nadrabianie relacji wzmocnieniami, takimi jak mimika, intonacja głosu, gesty, różnorodne dźwięki, były tylko marnym substytutem podtrzymania uwagi. Wymuszona forma deprywacji – która może wpływać i zapewne na wiele osób wpływa destrukcyjnie, a terapeutyczne aspekty pracy nauczyciela zawężają się diametralnie – smuci.
Zawsze o tym wiedziałem, ale tuż po powrocie 
na zajęcia stacjonarne dostrzegłem jeszcze wyraźniej, jak niezwykłą moc ma ustalany wspólnie i potwierdzany symbolami PCS, szkolny plan dnia. To dla uczniów punkt odniesienia, struktura, która wycisza, daje poczucie bezpieczeństwa, panowania nad sytuacją. 
To czynność godna polecenia, a czasami zalecana większości rodziców uczniów z niepełnosprawnościami. 
Kolejny truizm, o którym, mimo wszystko, chcę wspomnieć dotyczy czasu rozłąki z systematycznymi oddziaływaniami stacjonarnej edukacji szkolnej. W przypadku większości uczniów posługujących się alternatywnymi i wspomagającymi sposobami komunikacji częstotliwość używania indywidualnych słowników papierowych oraz elektronicznych diametralnie spada. W czasie nauki zdalnej rodzice coraz częściej powracają do gestów, spojrzeń, wypracowanych latami pierwotnych form komunikacji, które dla osób z zewnątrz, niestety, nie są już tak...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Terapia Specjalna"
  • Dostęp do wszystkich artykułów w wersji online
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy