Dołącz do czytelników
Brak wyników

Metody terapii

11 października 2019

NR 9 (Październik 2019)

Leczniczy wymiar zooterapii o wrodzonej potrzebie człowieka do obcowania z przyrodą i zwierzętami

0 1016

Moim celem jest zwrócenie uwagi czytelników na moc przyrody oraz na jej terapeutyczny aspekt dla zdrowia i życia ludzkiego. Zamierzam przedstawić różnorodne sposoby oddziaływania zwierząt, które aktywnie wspomagają leczenie u ludzi chorób zarówno o charakterze somatycznym, jak i psychicznym. Zaproponuję praktyki, jakie można zastosować w pracy z uczniami z niepełnosprawnością intelektualną w szkole oraz z dziećmi z innego rodzaju deficytami w rozwoju przy wykorzystaniu dobroczynnego kontaktu z przyrodą i zwierzętami.

Gdyby nie teoria holicentrycznego modelu wszechświata odkryta przez Mikołaja Kopernika, pewnie nadal chodzilibyśmy po płaskiej ziemi, a dojście do jej krawędzi groziłoby upadkiem w mętne otchłanie kosmosu. Całkiem niedawno nie wierzono jeszcze, że istnieją bakterie i wirusy odpowiedzialne za choroby świata, bo jakżeby mogło działać coś, czego nie widać...
Z założenia niewidzialne – nie istnieje. Oddychamy życiodajnym tlenem, choć też go nie widać. Podobnie jak miłości i wiary, choć dostrzegamy ich akty i je odczuwamy. Czasem też zaprzeczamy, niedowierzamy lub nie zdajemy sobie sprawy, że rzeczy, na które patrzymy – obrazy, barwy, otoczenie; dźwięki, które słyszymy; miejsca, w których przebywamy silnie na nas oddziałują i mają wpływ na nasze samopoczucie, a nawet stan zdrowia.
Nawiązuję tu do pewnych zjawisk, a konkretnie do obecności PRZYRODY w naszym życiu, której jesteśmy integralną częścią, podobnie jak rośliny i zwierzęta. Przyroda jest „istniejącym bytem“, mającym wpływ na całokształt życia.
Jestem z pokolenia lat 80. XX wieku i moje dzieciństwo upływało na podwórkowym trzepaku, szalonej jeździe na rowerze marki „Wigry 3“, zabawach w berka w szczecińskich, bujnie zielonych parkach i na łąkowych skwerkach, gdzie trawa była koszona z rzadka lub wcale. Otoczeni tą niesforną zielenią mogliśmy z powodzeniem pleść wianki z mlecza (mniszka lekarskiego), szukać czterolistnych koniczynek, robić „piszczałki“ z trawy, walczyć na zerwane pokrzywy, strzelać z owoców śnieguliczki, a jeśli ktoś się wywrócił i zranił, szukało się największego listka babki lancetowatej. Dosłownie spluwało się na skaleczenie i przyklejało babkę do potłuczonych kolan i łokci. Chciałoby się powiedzieć – żyło się łatwiej!
A może po prostu pokolenia dzieci schyłku ubiegłego wieku miały większy codzienny kontakt z przyrodą niż obecne generacje współczesnego miasta?
Zatem, dlaczego o tym piszę i do czego dążę?
Nie ma zdrowia bez kontaktu z fauną i florą. Tym samym pragnę stwierdzić jednoznacznie, że aby zapewnić harmonię i równowagę w rozwoju dzieci i młodzieży oraz osób starszych, należy świadomie dbać o integrację natury ludzkiej z naturą wszechświata. Bez względu na miejsce zamieszkania, przebywania czy status społeczny, możemy intencjonalnie i celowo wybierać lub tworzyć warunki, które przyczynią się do korzystania z naukowo potwierdzonego leczniczego kontaktu człowieka z przyrodą.
Zacznijmy od Ruperta Sheldrake‘a, który powiedział: „W żadnej dziedzinie nauki nie można spodziewać się postępu, jeśli nie będzie się wykraczać poza uprzednio wyznaczone granice“1.
Naukowiec ten zakłada, że między wszystkimi istotami na ziemi, w tym ludźmi i zwierzętami, a także w przyrodzie nieożywionej występują nie tylko więzi ducho...

Pozostałe 90% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Terapia Specjalna"
  • Dostęp do wszystkich artykułów w wersji online
  • ...i wiele więcej!

Przypisy