Dołącz do czytelników
Brak wyników

Metody terapii

12 czerwca 2019

NR 7 (Czerwiec 2019)

O dzieciach, które straciły zaufanie do ludzi, a zawierzyły psu

0 81

Poezja starych studni, zepsutych zegarów, Strychu i niemych skrzypiec pękniętych bez grajka, Zżółkła księga, gdzie uschła niezapominajka Drzemie – były dzieciństwu memu lasem czarów...
LEOPOLD STAFF, „DZIECIŃSTWO”1

Nie każde dzieciństwo i magia zaklęta w przedmiotach, zjawiskach i ludziach jest „lasem czarów” dla dziecka. Nie każdemu dziecku jest dane przeżywać „magicznej latarki cuda wywoływane na ściennej tapecie i gromadzenie długi czas pocztowych marek...”, cytując za Leopoldem Staffem. Dzieciństwo może też być najtrudniejszym z trudnych doświadczeń życiowych, którego wydarzenia przesądzą o dorosłości osoby, wpłyną na jakość relacji międzyludzkich, stan zdrowia psychicznego, zdominują decyzje podejmowane względem własnej osoby w przyszłości, wyznaczą status społeczny i zawodowy, zawyrokują o zaradności, decyzyjności i sukcesach, aby w konsekwencji przesądzić o jakości życia.

O jakich wydarzeniach mowa?

Chodzi tu o doświadczenie przez dziecko przemocy psychicznej, fizycznej i seksualnej. O doświadczenie zaniedbań, nadużyć i przekroczeń, których dopuściły się osoby dorosłe względem niego. Czy można opisać większy dramat? Jak pomóc dziecku skrzywdzonemu przez dorosłego, nierzadko przez własnego rodzica? Jak naprawić wyrządzone krzywdy i czy da się to zrobić? Jak nie dopuścić do eskalacji traumatycznych doświadczeń małoletniej ofiary? Co ja, jako pedagog specjalny i dogoterapeuta, mogę zrobić dla dziecka z rysem ofiary przemocy? Co zrobić, aby dzieciństwo z tak ciężkim bagażem „(...) było jak podróż szalona po świecie, Pełne przygód odjazdy w wszystkie świata częście... Sen słodki, niedorzeczny, jak szczęście... jak szczęście...”.

W uzyskaniu odpowiedzi na te pytanie pomogło mi to, że moje drogi zawodowe skrzyżowały się z działaniami specjalistki z zakresu diagnozy i terapii dziecka wykorzystywanego seksualnie – pani Agnieszki Białogłowskiej, dziś mojej serdecznej koleżanki. To ona wprowadziła mnie w bardzo trudny i wymagający obszar terapii i współpracy z dziećmi po przemocy seksualnej. Z racji wykonywanego zawodu nie były mi obce oddziaływania zwierzętami na sferę psychiczną dzieci w normie, z różnym rodzajem niepełnosprawności, w tym intelektualnej, fizycznej i sensorycznej. Po raz pierwszy natomiast miałam mieć styczność z dziećmi po traumatycznych doświadczeniach, co więcej – będących w traumie.

Założenie, jakie przyjęłyśmy, miało na celu włączenie sesji z psem jako elementu wspomagającego terapię pokrzywdzonych. Zależało nam na wytworzeniu przyjaznej atmosfery, wprowadzeniu do gabinetu nowego ogniwa będącego składową oddziaływań głównego terapeuty – pani Agnieszki. Tym ogniwem były psy rasy labrador.

Terapia dziecka wykorzystywanego seksualnie to żmudny proces udzielania małoletniej ofierze wsparcia psychologicznego przy jednoczesnym ustalaniu bolesnych faktów na temat rodzaju i form doświadczonej przemocy przez osobę pokrzywdzoną oraz wyłonienie sprawców tych czynów. Wobec tak dotkliwych przeżyć dziecka, obecność psa na wybranych sesjach z terapeutą miała być elementem:

  • odstresowującym,
  • łagodzącym trudną i bolesną terapię,
  • kojarzenia osoby terapeuty (tu pani Agnieszki) nie tylko z jednym sposobem pracy,
  • przeplatającym również miłe skojarzenia z gabinetem (salą terapii), a nie wyłącznie korelacji pacjent–terapeuta,
  • odciągnięcia dziecka od traumatycznych doświadczeń i przekierowania jego uwagi na psa oraz związane z nim tematy,
  • dowartościowania dziecka,
  • ułatwiającym dotarcie do małego pacjenta przez zacieśnianie więzi dzięki obecności psa,
  • prowadzenia wspólnych rozmów z terapeutą na inne niż dotychczas tematy (o psach i innych zwierzętach),
  • nadarzającej się okazji do poznawania nowych osób – dogoterapeuty.

Dlaczego właśnie pies?

Pies stanowi wartość samą w sobie. Zwierzę jest osobowością, która wnosi nowy rodzaj bodźców do terapii niedających się zastąpić innymi. Ma to związek z fenomenem odmiennego gatunku. Pies jest źródłem wielu przyjemnych doznań odczuwanych jednocześnie: oddziałuje na wzrok – wiodący zmysł u ludzi. Można podziwiać wygląd czworonoga, umaszczenie, budowę, sposób poruszania się. Pies oddziałuje na dotyk – jest miękki, ciepły, delikatny, ma wilgotny nos. Ponadto zwierzę wydziela ciepło, jest miłe w dotyku, co zaspokaja potrzebę bliskości oraz rozwija zmysł czucia (dostymulowuje sensorycznie). Dlatego dogoterapia nazywana jest również terapią kontaktową3. Pies oddziałuje na słuch – paradoksalnie nie mówi, a więc dostarcza ciszy mogącej być przerwaną oddechem psa, dyszeniem, mruczeniem, szczeknięciem. Pies łatwo nawiązuje bliski kontakt z człowiekiem. Czworonóg inicjuje relację spontanicznie, co wynika z jego natury, ale również szkolenia. Pies szkolony do zajęć dogoterapii będzie posiadał większy repertuar pożądanych zachowań aniżeli zwierzę nieszkolone, co wcale nie oznacza, że zostanie pozbawione naturalnych odruchów. Merdanie ogonem na widok dziecka, przyjmowanie łagodnej postawy (ciała, uszu, pyska) oczekującej na pozwolenie podejścia do dziecka, podstawienie głowy pod rękę pacjenta, trącanie nosem, lizanie po twarzy/rękach, podanie łapy z pozycji siadu, leżenie z uniesioną głową – to przykłady inicjowania kontaktu niemożliwych do spełnienia z inną osobowością, jak tylko z psem. I właśnie w tym tkwi sedno.

Ponadto, jeśli spojrzymy na głowę psa, a dokładnie jego pysk, wyodrębnimy te same części ciała, które posiada człowiek: oczy, nos, uszy, usta (wargi psa). Jednocześnie jest to wizerunek odbiegający od ludzkiej fizjonomii, a w szczególności różniący się mimiką. Ludzka twarz może przybierać różne oblicza, wyrażać wiele emocji (złość, radość, strach, zaskoczenie, obrzydzenie i inne), w tym złożone, albo nie okazywać ich wcale („pokerowa twarz”). Wspominam o tym, ponieważ psia morda uzewnętrznia znacznie mniej, mimika jest prosta i nigdy nie bywa dwuznaczna. Emocje psa, czy też jego intencje odczytuje się z postawy i ruchów ciała zwierzęcia, których repertuar jest ograniczony, to znaczy łatwy do zrozumienia i autentyczny.

To wszystko składa się na poczucie radości z bycia w towarzystwie wyjątkowej istoty, którą jest pies. Wielki twórca terapii z udziałem zwierząt, psychiatra B. Levinson zauważył, że „obecność psa jest nieograniczenie tolerancyjna, co sprzyja poczuciu bezpieczeństwa, akceptacji, samoakceptacji i panowania nad sobą”.

Zwierzęta sprzyjają rozwojowi emocjonalnemu osób będących w okresach wyobcowania, odrzucenia lub kryzysu4. Kontynuacja badań i doświadczeń terapii z psami wyłoniła na przełomie dziesięcioleci wiele wniosków, a te podkreślają, że psy pełnią funkcję „społecznego katalizatora”, ponieważ pomagają oddalić uczucie strachu, obawy, rozpaczy, samotności i odosobnienia. Ponadto zwierzę może pełnić w życiu człowieka wiele ról: przyjaciela, dziecka, partnera. Pies „(...) pomaga człowiekowi leczyć rozczarowanie, które odczuwamy w sytuacjach, kiedy musimy sami walczyć z całym światem”5. Psy kochają bezgranicznie, nie oceniają, nie krytykują, są wspierające, zaznaczają swoją obecność nienarzucającym się istnieniem tuż obok...

Efekt interakcji człowieka ze zwierzętami nie ogranicza się tylko do takich reakcji naszego organizmu, ale dodatkowo jest powiązany z procesami biochemicznymi. Z licznych badań naukowych wynika, że bliska obecność zwierzęcia obniża przyspieszone tętno, wyrównuje oddech, obniża ciśnienie krwi. Głaszcząc psa, organizm ludzki zaczyna produkować prolaktynę – zwaną hormonem szczęścia, i oksytocynę – zwaną hormonem miłości, która odpowiada za stany emocjonalne, a w tym m.in. sprzyja nawiązywaniu relacji międzyludzkich, wzmaga empatię, ufność, chęć do współpracy i przebywania w grupie. Ponadto odpowiedni poziom oksytocyny w organizmie poprawia odporność na stres, utrzymuje stabilność emocjonalną, a także pozytywnie wpływa na kompetencje społeczne. Jednocześnie kontakt ze zwierzęciem stabilizuje inny hormon – kortyzol, czyli hormon stresu. Przebywając w bliskim kontakcie z psem następuje spadek kortyzolu we krwi7.

Pies skutecznie zatem obniża poziom stresu wywołany negatywnymi bodźcami. Znacznie łatwiej zeznawać dziecku, tj. relacjonować zdarzenia, w których zostało skrzywdzone fizycznie lub/i psychicznie, jeśli może głaskać psa albo tylko na niego patrzeć. Pies stanowi opokę i kontrast, wobec twardych procedur przesłuchań, których celem jest ostatecznie dobro poszkodowanego dziecka8. W Polsce mamy doświadczenia związane z udziałem czworonogów podczas przesłuchiwań nieletnich. Zainicjowała ją Fundacja Dogoterapeutyczna „Właśnie Tak” z siedzibą w Bydgoszczy. W porozumieniu z Komendą Miejską Policji opracowano program tzw. miękkiego przesłuchania, gdzie osią miał być pies jako element łączący nieletniego (poszkodowanego), pracownika policji i dogoterapeutę9.

Dzieci, które zostały skrzywdzone przez osoby dorosłe, a krzywda ta naruszyła ich cielesność i godność osobistą, mają trudności w nawiązywaniu oraz utrzymywaniu prawidłowych relacji z ludźmi, problemy z zaufaniem, a także poczuciem bezpieczeństwa. Pies nie jest człowiekiem, więc nie stanowi źródła zagrożenia, jak potencjalnie każda osoba. Oczywiście rolą terapeuty czy psychologa jest zweryfikowanie tego podejścia w toku postępowania terapii z dzieckiem i odbudowywanie wiary pokrzyw...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Terapia Specjalna"
  • Dostęp do wszystkich artykułów w wersji online
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy