Dołącz do czytelników
Brak wyników

Metody terapii

10 października 2022

NR 27 (Październik 2022)

Terapia skoncentrowana na rozwiązaniach w pracy z osobami ze spektrum autyzmu. Przełożenie założeń TSR na praktykę terapeuty

0 213

Współcześnie coraz częściej u dzieci diagnozuje się spektrum autyzmu. Liczba osób rozwijających się w tym wzorcu rozwojowym zwiększa się w szybkim tempie. Każdy nauczyciel, psycholog, pedagog, terapeuta prędzej czy później spotka na swojej ścieżce zawodowej co najmniej jedno dziecko z ASD. Warto poszukiwać i otwierać się na nowe, inne spojrzenia skutecznego wspierania tych osób, biorąc pod uwagę ich wzorzec rozwojowy. Dlaczego terapia skoncentrowana na rozwiązaniach tak dobrze sprawdza się w pracy z różnymi ludźmi, w tym z osobami ze spektrum autyzmu?

W pracy z osobami ze spektrum autyzmu z powodzeniem łączę założenia pedagogiki empatycznej, Porozumienia bez Przemocy i spojrzenia Jespera Juula. Kiedy pierwszy raz zetknęłam się z terapią skoncentrowaną na rozwiązaniach uzmysłowiłam sobie, że nieświadomie korzystałam z jej narzędzi, a jej założenia są mi bliskie i idealnie wpisują się w nurt humanistycznego podejścia do drugiego człowieka. Te założenia zaciekawiły mnie na tyle, że postanowiłam poszerzyć swoją wiedzę w tym zakresie. TSR zupełnie zmienia sposób myślenia o terapii, klientach i metodach pracy, inaczej rozkładając środek ciężkości w relacji klient–terapeuta.

Czym jest TSR?

Podejście skoncentrowane na rozwiązaniach powstało w latach 70. XX w. w Brief Family Therapy Center w Milwaukee w wyniku krytyki tradycyjnych terapii, koncentrujących się głównie na przeszłości i poszukiwaniu przyczyn deficytów, problemów i zaburzeń. Twórcami tego nurtu byli Steve de Shazer i jego żona Insoo Kim Berg. 
W Polsce TSR pojawił się w latach 90. ubiegłego wieku. W ostatnich latach nurt ten coraz bardziej zyskuje na popularności. Korzeniami najbliżej mu do terapii systemowej i nowatorskiego podejścia Miltona Ericksona.
Czemu TSR jest tak skuteczny w pracy z różnymi ludźmi? Czemu jest uwalniający nie tylko dla klienta, ale też dla samego terapeuty? Zapraszam do przyjrzenia się bliżej założeniom tego nurtu.

POLECAMY

Co jest istotne w TSR?

Odejście od diagnozy w ujęciu psychopatologicznym

W TSR odchodzi się od diagnozy w rozumieniu medycznym. Skupiamy się raczej na określeniu zasobów i potrzeb klienta. Co tak naprawdę wnosi informacja o diagnozie spektrum do terapii? Z mojej perspektywy – niewiele. Osoby neuroróżnorodne nie potrzebują terapii ze względu na spektrum, potrzebują jej za to w podobnym zakresie jak osoby o ścieżce neurorozwojowej, do której przywykliśmy, że jest odbierana jako „typowa". Diagnoza ASD jest przydatna, ale tylko po to, abym mogła lepiej dobrać język, jakim się posługuję, do specyfiki funkcjonowania klienta, wiedząc, że jego wzorzec rozwoju i nawiązywania relacji z otoczeniem jest inny. Dotyczy to też konstruowania odpowiednio pytań, które są tak ważne w TSR. Takie spojrzenie jest niezwykle uwalniające, pozwala zobaczyć człowieka, zdejmując filtr „łatek”, które diagnoza często generuje nam w głowie. Dzieje się to niezależnie od nas. 
Kiedy przychodzi do mnie młody człowiek i mówi, że z jego zdrowiem psychicznym nie wszystko jest w porządku, dlatego że „choruje na autyzm”, to czuję ogromny smutek. Ktoś temu młodemu człowiekowi zaszczepił takie przekonanie w głowie. Pierwszą rzeczą, nad którą wtedy pracujemy, jest właśnie odklejenie tej wyniszczającej psychicznie łatki, którą z trudem nosi jak szkarłatną literę. Autyzm to nie choroba. Diagnoza ta to tylko informacja o tym, że ktoś, w tym wypadku ten młody chłopak czy dziewczyna, rozwijają się w swoim indywidualnym wzorcu. I tyle. A potem? Później sprawdzamy, nad czym młody człowiek chciałby pracować i co jest rzeczywistą trudnością – bo przecież nie sam autyzm. Mogą to być np. stany lękowe, niskie poczucie własnej wartości, depresje, samookaleczenia, traumy spowodowane przez doświadczenia trudnych sytuacji, m.in. przemocy rówieśniczej, nadużyć na tle seksualnym, trudności w relacjach, problemy z rozumieniem emocji swoich lub innych, nierozumienie zachowań społecznych, uzależnienia od różnych substancji czy elektroniki, zaburzenia zachowania i wiele innych, na które osoby w spektrum autyzmu są narażone nawet częściej niż osoby neurotypowe.

Normatywność klienta i postawa niewiedzy 

W TSR nie ma znaczenia, jak ja postrzegam czy definiuję pewne rzeczy, sytuacje. Najważniejsza jest normatywność klienta oraz jego perspektywa i postrzeganie. Zwrócenie uwagi na język komunikacji czy dobór słów są bardzo ważne w TSR. Zawsze dopytujemy klienta o znaczenie, jego rozumienie, definicję danego wyrazu. Co innego będzie się kryło dla każdego z nas chociażby pod tak, zdawałoby się prostymi sformułowaniami, jak „porządek”, „niezadowolenie”, „ gubię się”, „czepiają się mnie”. Jak inaczej mielibyśmy prowadzić rozmowę bez upewnienia się, że to samo rozumiemy pod konkretnym słowem czy zdaniem? Przyznacie, że byłoby to niezwykle trudne, a wręcz niewykonalne. Lis w „Małym Księciu” powiedział: „Mowa jest źródłem nieporozumień”. W terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach wierzymy, że słowa mają znaczenie, a ich dobór ma ogromny wpływ na komunikację.
O co chodzi z tą normatywnością? To klient zaprasza mnie do swojego świata, ja staram się ten świat poznać, zadając mu pytania w sposób niesugerujący odpowiedzi. W aktywnym słuchaniu kluczowa jest postawa niewiedzy. Rola terapeuty nie oznacza, że wiemy, co dla naszego klienta – rozmówcy będzie dobre.
Wyobraźmy sobie, że zostaliśmy zaproszeni do kraju z zupełnie innego kręgu kulturowego – przyglądamy się jego mieszkańcom z szacunkiem, dużą ciekawością, z postawą niewiedzy. Nie znamy znaczeń, typowych zachowań. Czy będziemy na siłę zmieniać ich normy tylko dlatego, że różnią się od naszych? Czy raczej dopytywać, dlaczego tak, co to znaczy itp.? My mamy tak, a druga osoba ma inaczej – możemy się od siebie wzajemnie uczyć. Ta neuroróżnorodność jest piękna, otwierająca na akceptację i poszerzająca perspektywę.
W pracy z osobami z autyzmem nigdy nie przyszło mi do głowy próbować ich „naprawiać” (bo przecież nie są zepsuci) czy też „dostosowywać” do społeczeństwa. Z zaciekawieniem obserwowałam ich sposób myślenia, postrzegania. Dopytywałam: Dlaczego akurat tak? Co Ci to da? Zazwyczaj mieli jasną i przemyślaną odpowiedź, nieważne czy mieli lat 5 czy 25. Wystarczyło posłuchać i zadać ze szczerą ciekawością pytanie. Tego nauczyło mnie też Porozumienie bez Przemocy Marshalla Rosenberga – każdy z nas jest inny, każdy działa na rzecz swoich potrzeb, a nie przeciwko drugiej osobie. Jestem wdzięczna wszystkim moim małym i dużym klientom z ASD – niezwykle poszerzyli moje spojrzenie na normatywność . Wiele się od nich nauczyłam i uczę każdego dnia.
To klient jest ekspertem. 

Terapeuta jest towarzyszem w procesie i w dochodzeniu do celu

Postawa niewiedzy prowadzi nas do kolejnego, ważnego założenia tego nurtu. Terapeuta w TSR nie jest ekspertem. Ekspertem od swojego życia jest klient – niezależnie od tego, ile ma lat. Uznajemy, że nawet dziecko ma w sobie rozwiązania lub zasoby do ich znalezienia, nawet jeśli jeszcze o tym nie wie. Przypomina to trochę poglądy Jespera Juula, prawda?
Jako terapeuta nie narzucam osobom, z którymi pracuję, obszarów do przepracowania, ani celu, do którego powinni dojść. Słucham uważnie, czego potrzebuje mój rozmówca, z jaką trudnością się do mnie zgłasza. Razem szukamy zasobów i potrzeb, aby klient mógł stworzyć rozwiązania, które zbliżą go małymi krokami do wizji preferowanej przyszłości.
Kiedy nastolatek z ASD mówi mi o tym, że chciałby nawiązywać lepsze relacje z rówieśnikami, ale nie wie zupełnie, jak to zrobić, pracujemy nad tym, jakie jego umiejętności, które ma w sobie (a z których często nie zdaje sobie sprawy), mogą być pomocne. Towarzyszę temu młodemu człowiekowi w odkrywaniu zasobów i wyborze pierwszego kroku ku zmianie. Z mojego doświadczenia wynika, że to zdecydowanie lepsza droga niż uczenie formułek powitań i pożegnań. W TSR nastolatek sam znajduje rozwiązanie, sam wybiera, od czego zacznie zmianę i na co ma gotowość w sobie. Pozwala to też osobom nieneurotypowym przyjrzeć się swoim potrzebom, z których świadomością i nazwaniem mają często trudność. Młody człowiek uczy się w ten sposób poszukiwać rozwiązań zgodnych ze sobą i opartych na arsenale swoich możliwości. Wzmacnia się też jego poczucie sprawczości. Wzrasta wiara w siebie. Zwiększa się poczucie własnej wartości nastolatka.

Koncentracja na rozwiązaniach zamiast na problemie

Rozmowa wolna od problemu pozwala terapeucie spotkać się z osobą, nie z problemem. Sesję zawsze zaczynam od pytań dotyczących dowolnych aspektów życia człowieka, który do mnie zawitał. Pozwala to zarówno mnie, jak i klientowi spojrzeć na siebie jak na „żywą osobę”, nie zbiór trudności, z którymi przyszedł lub ktoś go do mnie skierował.
Kiedy do gabinetu wchodzi przykładowy Jaś, którego przysłano do mnie, bo „nie umie porozumieć się z rówieśnikami”, „ma obsesję na punkcie Pokemonów”, „wymusza non stop puszczanie jednej piosenki”, to rozmawiając z Jasiem słyszę, że to chłopiec, który mówi, że woli spędzać czas sam, ewentualnie ze swoim kotem, uwielbia Pikachu i potrafi z niezwykłą pasją opowiadać o Pokemonach, a jego ulubiona piosenka bardzo go uspokaja i wprowadza w dobry nastrój. Ten mały człowiek właśnie uchylił drzwi do skarbca swoich zasobów, m.in. ogromnej świadomości siebie i swoich potrzeb. Pokazał drogę nauczycielowi edukacji wczesnoszkolnej, jak może poszerzyć jego słownictwo i rozwijać umiejętność prowadzenia dialogu, empatycznego słuchania, oraz jakie narzędzia mogą być pomocne dorosłym w pracy z nim i jemu w pracy ze sobą. A przede wszystkim powiedział, jak można zbudować z nim bliską relację. Oddzieliliśmy w ten sposób rzepy z łatkami od dziecka.
W TSR nie rozkładamy problemu „na czynniki pierwsze”. Klient wie, z czym się boryka, i właśnie dlatego, że go to w jakiś sposób uwiera, najprawdopodobniej zdecydował się na spotkanie z terapeutą. Podczas spotkania nie analizujemy problemu. Oglądanie go pod każdym możliwym kątem, z każdej możliwej strony, prowadzenie wiwisekcji nie sprzyja klientowi i nie prowadzi do znalezienia najbardziej optymalnego rozwiązania, a na tym dokładnie nam zależy – na znalezieniu w możliwie najkrótszym dla danej osoby czasie takiego rozwiązania, które spowoduje, że problem zniknie lub zmniejszy się jego nasilenie.
W tym podejściu psychoterapeutycznym problemy są postrzegane raczej jako nieskuteczne, niedziałające rozwiązania. Przyjmujemy, że to ważna informacja o naszych potrzebach. 
PRZYKŁAD: Wyobraźmy sobie np. hipotetyczną sytuację, w której trafia do nas 12-latka z nasilonymi w ostatnim czasie lękami szkolnymi. Pracujemy nad znalezieniem takiego wyjścia z sytuacji, które pomoże dziewczynce poczuć choć najmniejszą ulgę. Zbytnie skupianie się na samych lękach, szukanie odpowiedzi na pytanie: „Jak powinno być i dlaczego tak nie jest?”, mogłoby spowodować moim zdaniem nasilenie objawów. Pytania – „Kiedy te lęki były słabsze? Jak wtedy było?” – pozwalają zmienić perspektywę patrzenia na trudną sytuację i otwierają dziewczynkę na poszukiwanie wyjątków, które mogą być pomocne w konstruowaniu ścieżek rozwiązań. Wzbogacanie opisu przyszłości poszerza perspektywę spojrzenia klienta i sprawia, że jest to bardziej użyteczna droga do poszukiwania rozwiązań niż próba zrozumienia przyczyn problemu. Dodatkowo mówienie o czasach, kiedy było choć trochę lepiej, pozwala poczuć emocje z tamtego okresu i zauważyć, że nic nie trwa wiecznie, a zmiana jest czymś naturalnym w życiu. Uświadamia również, że jeśli kiedyś było lepiej, to teraz też może tak się stać.
 

PRZYKŁAD: Wyobraźmy sobie np. hipotetyczną sytuację, w której trafia do nas 12-latka z nasilonymi w ostatnim czasie lękami szkolnymi. Pracujemy nad znalezieniem takiego wyjścia z sytuacji, które pomoże dziewczynce poczuć choć najmniejszą ulgę. Zbytnie skupianie się na samych lękach, szukanie odpowiedzi na pytanie: „Jak powinno być i dlaczego tak nie jest?”, mogłoby spowodować moim zdaniem nasilenie objawów. Pytania – „Kiedy te lęki były słabsze? Jak wtedy było?” – pozwalają zmienić perspektywę patrzenia na trudną sytuację i otwierają dziewczynkę na poszukiwanie wyjątków, które mogą być pomocne w konstruowaniu ścieżek rozwiązań. Wzbogacanie opisu przyszłości poszerza perspektywę spojrzenia klienta i sprawia, że jest to bardziej użyteczna droga do poszukiwania rozwiązań niż próba zrozumienia przyczyn problemu. Dodatkowo mówienie o czasach, kiedy było choć trochę lepiej, pozwala poczuć emocje z tamtego okresu i zauważyć, że nic nie trwa wiecznie, a zmiana jest czymś naturalnym w życiu. Uświadamia również, że jeśli kiedyś było lepiej, to teraz też może tak się stać.


Skupienie na teraźniejszości i przyszłości

W terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach skupiamy się na teraźniejszości i przyszłości. Interesuje nas, jak jest i jak klient chciałby, żeby było (wizja preferowanej przyszłości). Czy w takim razie zupełnie nie sięgamy do przeszłości? Oczywiście, że sięgamy, ale w konkretnym celu. To właśnie tam, w przeszłości klienta, ukryte są jak w skarbcu jego zasoby, wartości, najróżniejsze talenty. Przeszłość to kopalnia wiedzy, w której klient może znaleźć ślady rozwiązań. To tam właśnie szukamy momentów, kiedy problemu nie było lub występował, ale w mniejszym nasileniu. Czasem okazuje się, że problem kiedyś już się pojawił w nasileniu większym niż obecnie, lecz klient sobie z nim poradził. Wtedy przyglądamy się, dzięki jakim narzędziom, środkom, technikom, umiejętnościom klient tego dokonał oraz czy może je wykorzystać w teraźniejszości i przyszłości.
PRZYKŁAD: Rodzice zwracają się do terapeuty o wsparcie 8-letniego dziecka w spektrum, które ma trudność z zasypianiem w swoim łóżku. W trakcie rozmowy z dzieckiem tworzymy opis tego, jak wygląda „proces” kładzenia się do snu. Następnie pytaniami próbujemy dowiedzieć się, kiedy była/występowała wcześniej taka sytuacja, że dziecku zasypiało się łatwiej. Jeśli uda nam się odkryć taki „wyjątek”, rozmawiamy o nim. Z zaciekawieniem dopytujemy, jak to wtedy było, co pomogło, co było inaczej. Może okazać się, że wcześniej mama puszczała dziecku przed snem muzykę lub pomocny był jakiś rytuał, ciąg wykonywanych po sobie czynności, który teraz został zaburzony (z różnych względów, często nawet nieświadomie). Może zdarzyć się też tak, że dziecko samo powie nam, co jest jego zdaniem przyczyną trudności: „Bo ta żarówka, która teraz jest w lampce, jest trochę jaśniejsza/
/ciemniejsza i tak dziwnie bzyczy. I tylko ja to słyszę, bo mam takie bardzo wrażliwe uszy – tak mówi babcia”. I dowiadujemy się, że kiedyś nasze przykładowe dziecko bało się też dźwięku sygnalizującego zakończenie cyklu zmywania w zmywarce, ale w tamtej sytuacji sobie jakoś z tym lękiem przed dziwnym odgłosem samo poradziło. Przyjmujemy bez zastrzeżeń normatywność naszego małego klienta i dopytujemy, jak to zrobiło. Wow! Ileż możemy znaleźć tam zasobów, umiejętności, narzędzi, które może on wykorzystać teraz i w przyszłośc...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Terapia Specjalna"
  • Dostęp do wszystkich artykułów w wersji online
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy