Dołącz do czytelników
Brak wyników

Analiza procesu terapeutycznego

9 grudnia 2020

NR 16 (Grudzień 2020)

Cieniem być…

157

Prowadząc szkolenia bazowe dla przyszłych terapeutów behawioralnych, zawsze sporo uwagi poświęcam tematowi behawioralnego modelu integracji. Wszak to nasze, behawiorystów, naczelne zadanie, by ucznia włączyć do społeczeństwa ludzi zdrowych i wyposażyć go w umiejętności, które są w nim nieodzowne. Jak zatem organizować pracę terapeuty cienia, by efektem jego działań mogła stać się rzeczywista inkluzja?

Opowiadając, mierzę się na ogół ze znaczną skalą zaskoczenia i niedowierzania kursantów czy studentów: „Ale jak to? Przecież u nas w szkole jest zupełnie inaczej?!”, „Naprawdę?! Da się doprowadzić do sukcesu?!”, „Naprawdę?! Mądra inkluzja jest możliwa?!”. Uśmiecham się wtedy, bo wiem, że odpowiedź na każde z tych pytań brzmi: TAK! I wiem, że udało się zasiać w ogródku zawodowych umiejętności moich słuchaczy całkiem nową umiejętność. Z drugiej strony czuję brzemię odpowiedzialności za każde słowo. Bo przecież wiem, że sama ich wiedza o tym, jak prawidłowo powinna wyglądać praca nauczyciela – terapeuty w integracji – niestety nie wystarczy. To, czy osiągną sukces, zależy od wielu zmiennych, a przede wszystkim: otwartości na zmiany ich kolegów z pracy, przychylności dyrektora, zrozumienia rodziców. Jednak wiem, że trzeba próbować. Wiem, że prawdziwe zmiany wywołuje się oddolnie, organicznie. Jeśli nauczyciele będą zmieniać swoje myślenie i działania, prawdziwa zmiana w szkole stanie się możliwa. Stanie się, bo właśnie oni ją przeprowadzą!
I dlatego powstał ten artykuł. Nie chcę się w nim odwoływać do literatury przedmiotu, wskazywać na wyniki danych czy metaanaliz, dobre praktyki ze świata, czy zmieniające się jak w kalejdoskopie przepisy oświatowe. Chcę opowiedzieć po prostu o tym, jak myślimy o temacie my – behawioryści – i jakie rozwiązania sprawdzały się w mojej praktyce. Wierzę, że obie te składowe są na tyle zdroworozsądkowe, że zinternalizowanie ich przez czytających będzie naturalną konsekwencją lektury. A przynajmniej… wola ich wypróbowania.
Kim jest terapeuta-cień? Pozwolę sobie sformułować własną definicję. To specjalista (nauczyciel wspomagający, asystent, terapeuta behawioralny), który wspiera osobę z trudnościami rozwojowymi lub trudnościami w zachowaniu w trakcie pobytu w środowisku rówieśniczym, na drodze jej inkluzji. 
Definicja ta wskazuje nam przede wszystkim na dwa, bardzo istotne elementy: wsparcie i inkluzję. Innymi słowy, chcę powiedzieć, że terapeuta-cień to osoba, która w jak najbardziej dyskretny sposób wspiera osobę z trudnościami w jej codziennym funkcjonowaniu w grupie. Funkcjonowaniu, w którym osoba niepełnosprawna podlega tym samym lub niemal tym samym wymaganiom i regulacjom co inni uczestnicy tej grupy. 
Zwracam na to uwagę, gdyż w mojej wieloletniej obserwacji po częstokroć tzw. integracja i podejmowana w niej przez terapeutę-cienia aktywność są żywym zaprzeczeniem idei edukacji włączającej. Integracja, którą na co dzień widuję w polskich szkołach, na ogół nie ma z inkluzją wiele wspólnego i w istocie jest segregacją. By nie być gołosłowną, odwołam się do przykładu:
Kilka lat temu zostałam poproszona o superwizję w 2 klasie gimnazjum. Kiedy przyjechałam – jeszcze przed przybyciem uczniów – porozmawiałam z nauczycielem i ustaliłam, że siedząc z tyłu klasy poobserwuję ją, poprzyglądam się problemom i po lekcjach zaproponuję rozwiązania. Potem przyszli uczniowie. Usiedli w ławkach. I poczułam się absolutnie zaszokowana. Układ bowiem był taki, jaki przedstawiłam na rysunku 1.
Jak nietrudno się domyślić, kolorem ciemniejszy szary  zaznaczyłam ławki, które zajęli uczniowie neurotypowi. Kolorem jaśniejszym ławki uczniów „specjalnych”. Bez koloru pozostawiłam ławki niezajęte przez nikogo. 

 

POLECAMY

Rys. 1. Układ ławek w klasie podczas zajęć


Jak widać, już sam układ klasy warunkował swoistą – przepraszam za dosadność określenia, jednak tak to właśnie odbierałam – „ekspozycję nienormalności”. To w istocie przecież kwintesencja segregacji! Dalej, niestety, było już tylko gorzej. Zaczęła sie lekcja biologii. Omawiany był temat z genetyki. Naprawdę zaawansowany materiał, obejmujący np. porównywanie sekwencji DNA i RNA. Ale omawiany był tylko przez niektórych uczniów. Bo „specjalni” też mieli swoją lekcję prowadzoną równolegle przez nauczyciela wspomagającego. A jakże – również pełnym głosem. I to też była lekcja biologii. Tyle że ich zadaniem było wyklejanie kart pracy łańcuchami pokarmowymi. I tak między informacjami o genomie pojawiały się w przestrzeni klasy zdania nauczyciela wspomagającego typu: „No, powiedz mi: kto zjada robaczka?”, „Wytnij ptaszka”, „Nie! Człowiek nie zjada robaczka!”. Jak się nietrudno domyślić – wywoływały wybuchy spontanicznej radości po zdrowej stronie.
Jako behawiorysta jednoznacznie wypowiadam się negatywnie o takich – jak wyżej opisany – absurdach integracji. Tak nie może być! To krzywdzące! Dla wszystkich zresztą stron; uważam, że w takim przypadku tracą nie tylko uczniowie z niepełnosprawnością, ale także neurotypowi i ich nauczyciele. 
Mówię o tym z punktu widzenia behawiorysty, gdyż to właśnie my – terapeuci behawioralni – w kluczowym punkcie naszych zainteresowań stawiamy prawidłową organizację środowiska. Ale oczywiście zapewne nie trzeba być terapeutą behawioralnym, by zauważyć w opisanym przykładzie absurdy. Pozostawiam je Czytelnikom do refleksji. 
Nie jest jednak moim celem mnożenie tu przykładów na to jak bardzo w polskiej szkole integracyjnej może być źle, a raczej zadanie kluczowego pytania: Jak organizować pracę terapeuty-cienia, by efektem jego działań mogła stać się rzeczywista inkluzja?
Behawioryści polscy mają blisko ćwierć wieku doświadczeń z wprowadzaniem uczniów do grup rówieśniczych w asyście terapeuty-cienia. Coraz częściej jako środowisko podejmujemy się również budowania spójnych systemów wychowawczych w klasach czy szkołach, które zgłaszają się do nas z prośbą o pomoc w kontekście tzw. trudnych uczniów (czyli nie tylko dzieci z problemami rozwojowymi, ale częstokroć też prawidłowo się rozwijających, ale z towarzyszącymi głębokimi zaburzeniami zachowania). W takim przypadku często wprowadzamy terapeutę-cienia „od podstaw”, ucząc go technik pracy i jednocześnie budując cały system klasowy. 
Choć nasza praca jest różnorodna, to zawsze ustalając pracę terapeuty-cienia bardzo jednolicie określamy jego rolę i pozycję w klasie. Poniżej przedstawiam zasady takiej pracy.

Zasada 1: 

Rolą terapeuty-cienia musi być przede wszystkim dążenie do tego, aby dziecko reagowało na polecenia pochodzące od nauczyciela prowadzącego i traktowało go jako najważniejszą osobę w klasie. Stąd nauczyciel-cień nigdy nie powinien pojawiać się w przestrzeni między uczniem a nauczycielem prowadzącym. 


To chyba najbardziej zdroworozsądkowa, a jednocześnie najtrudniejsza do zrozumienia przez dużą część środowiska nauczycieli zasada. Najtrudniejsza, bo w polskich szkołach najczęściej spotykany jest model do niej wprost przeciwstawny, w którym nauczyciel wspomagający czy asystent postrzegany jest przez nauczycieli przedmiotowców, rodziców, a częstokroć i samego ucznia jako swoisty „prywatny sufler i pomagacz”. W takim przypadku nauczyciel ten zazwyczaj zajmuje miejsce w ławce obok ucznia i na bieżąco tłumaczy mu poszczególne zadania i polecenia nauczyciela głównego. Nieraz wręcz pisze w zeszycie ucznia (by wyręczyć go z trudu lub zniwelować np. wolne tempo pisania). Czasem (jak w opisanym powyżej przykładzie) prowadzi równoległą lekcję. Często w trakcie przerwy nie odstępuje ucznia na krok. Wydawać by się mogło, że działania takie są prawidłowe, wręcz pożądane. Cóż złego w tym, że przypisany do ucznia dodatkowy nauczyciel roztacza nad nim parasol ochronny i towarzyszy mu w każdym momencie pobytu w szkole? Nic bardziej mylnego! 
By to jednak zrozumieć, zastanówmy się najpierw nad fundamentalnym pytaniem: „Jaki jest cel pobytu dziecka z trudnościami w rozwoju w grupie rówieśniczej?”. Odpowiedź najbardziej oczywista jest w tym przypadku również najtrafniejszą z możliwych: „Po to, żeby dziecko korzystało z kontaktu ze zdrowymi rówieśnikami, uczyło się od nich”. Prawda? Tak. Tylko w kontekście nadmiernie opiekującego się terapeuty-cienia sytuacja się zmienia. Bo czy mając terapeutę na stałe u boku, nasz uczeń jest równoprawnym uczestnikiem grupy rówieśniczej? Oczywiście, że nie. Ponieważ sama obecność nauczyciela będzie w tym przypadku wywoływała (szczególnie w starszych klasach) aktywną niechęć jego rówieśników do kontaktów z tym uczniem. Ponieważ jak np. zapytać na przerwie o to, czy „Masz ściągę z matmy?”, skoro obok stoi nauczyciel?! Z drugiej strony – czemu uczeń z niepełnosprawnością miałby podejmować trud uczenia się od zdrowych rówieśników i samodzielnego podejmowania takich samych jak oni wyzwań, skoro może skorzystać z przywileju „bycia wyręczonym”, przez osobistego nauczyciela? 
Zadaję te pytania, by pobudzić refleksję o istocie podstawowego błędu w myśleniu o terapeucie-cieniu. Ten błąd (jakże powszechny w polskich szkołach) plasuje nauczyciela-cienia jako alternatywnego nauczyciela, którego głównym celem pracy jest odciążenie tego głównego z zajmowania się uczniem z niepełnosprawnością. Jednoznacznie chcę wykrzyczeć: TO NIE DO PRZYJĘCIA! 
Omawiana zasada opisuje terapeutę-cienia jako osobę nieuczestniczącą wprost w procesie uczenia (przedmiotowego, szkolnego). Nie znaczy to jednak, iż ten nauczyciel nie uczy. Uczy, jednak w sposób na tyle dyskretny, że przez uczniów w klasie nie jest postrzegany jako osoba przynależna do danego ucznia z niepełnosprawnością, a raczej po prostu jako dodatkowy nauczyciel w klasie. Naturalnym miejscem pracy terapeuty-cienia powinna być zatem przestrzeń daleko za uczniem. Optymalne jest, by przemieszczał się po klasie, udzielając podpowiedzi różnym uczniom, dzięki czemu w ich świadomości staje się po prostu dodatkowym nauczycielem. Co oczywiste: wspiera on też ucznia z niepełnosprawnością, ale tu również daleko szerzej niż w tradycyjnym postrzeganiu. Prawidłowo pracujący terapeuta-cień dba bowiem na każdym kroku o to, by uwaga ucznia koncentrowała się na nauczycielu prowadzącym. Może więc w trudnej sytuacji np. podpowiedzieć uczniowi, żeby podniósł rękę i zapytał nauczyciela głównego: „Co mam teraz zrobić?”, może też dać znać nauczycielowi prowadzącemu przez dyskretny umówiony sygnał (np. wskazanie palcem z końca klasy), że dziecko potrzebuje dodatkowego wytłumaczenia, przypomnienia, pochwały czy uwagi korygującej. 
Nauczyciel-cień może też, a nawet powinien, w sytuacji, jeżeli w klasie stosowany jest system punktowy, udzielać uczniom (w tym temu, który pozostaje pod jego szczególną opieką) punkty, ale wyłącznie w momencie, gdy ich uwaga koncentruje się na zadaniu lub osobie nauczyciela prowadzącego. 

Zasada 2: 

Rolą terapeuty-cienia musi być zadbanie o aranżację środowiska w taki sposób, aby prawdopodobieństwo angażowania się w zachowania pożądane było jak największe, a w zachowania niepożądane jak najmniejsze.


Jak już uprzednio wskazałam, miejscem pracy nauczyciela-cienia jest przestarzeń za plecami uczniów, dlatego ma on bardzo dogodną pozycję do tego, by obserwować ich zachowanie. Dzięki temu może zauważyć, w którym momencie następuje u ucznia spadek koncentracji, jakie są czynniki go rozpraszające czy wręcz wywołujące zachowania problemowe. Może zaobserwować również, co istotne, interakcje między uczniami w klasie. Dzięki temu ma pole do proponowania i wdrażania rozwiązań o charakterze proaktywnym, np. przesadzenia do tylnej ławki ucznia z tendencjami do ucieczek w klasie, założenia rolet w klasie, w której uczeń stymuluje się widokiem liści za oknem, rozsadzenia konkurujących czy konfliktujących się uczniów, czy choćby zasugerowania wprowadzenia zasady, że na ławce znajdują się tylko te przybory, o które w danym momencie poprosi nauczyciel (by zmniejszyć liczbę czynników rozpraszających uwagę). Są to oczywiście tylko przykłady, ale zarówno dane z badań w literaturze przedmiotu, jak i moje doświadczenie są tu jednoznaczne – zadbanie o zmiany proaktywne w środowisku to bardzo skuteczny sposób na poprawę zachowania nie tylko ucznia z problemami, ale i całej klasy. 

Zasada 3: 

Rolą terapeuty-cienia musi być uczenie i moderowanie kontaktów z rówieśnikami i nauczycielami, rozumiane również jako uczenie odczytywania przez dziecko sygnałów pochodzących z otoczenia i poprawnego reagowania na nie.


Czasem najaktywniejszej pracy terapeuty cienia częstokroć jest przerwa. W przypadku prawidłowo prowadzonego procesu edukacyjnego (jasnej struktury zajęć, atrakcyjnej formy, czytelnych zasad dotyczących oczekiwanego zachowania) wielu uczniów korzystających z pomocy terapeutów-cieni w trakcie lekcji potrzebuje relatywnie bardzo niewielkiego wsparcia. Jednak zupełnie inaczej ma się sprawa z przerwą. Jest to bowiem czas odpoczynku, interakcji z kolegami, odreagowania, czasem zabawy. Dla części uczniów z problemami (przede wszystkim zaś dla uczniów...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Terapia Specjalna"
  • Dostęp do wszystkich artykułów w wersji online
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy