Dołącz do czytelników
Brak wyników

Metody terapii

21 kwietnia 2021

NR 18 (Kwiecień 2021)

Czy z osobą z głęboką, wieloraką niepełnosprawnością można pracować efektywnie?

26

Jakieś 10 lat temu zostałam poproszona o superwizję w pewnym dużym Ośrodku Rehabilitacyjno-Edukacyjno-Wychowawczym (OREW) z powodu nasilonych zachowań trudnych niektórych uczniów. Dzięki temu spotkaniu odkryłam zupełnie nowy obszar doświadczeń zawodowych. Obszar, który stał się moją drogą, pasją i, jak dotychczas, największym wyzwaniem. Przedstawię wyniki badań pilotażowych, które pokazują odpowiedź na pytanie zadane w tytule.

Przebieg superwizji 

To był bardzo duży i bardzo dobry OREW. Istotnie, mieli tam wielu trudnych uczniów, ale dzieciaki były zadbane, często uśmiechnięte, zajęcia zorganizowane, nauczyciele zaangażowani i bardzo świadomi. Naprawdę super! 
Mój osobisty przełom nastąpił w sali do hydromasażu, dzięki 10-letniej Sandrze. Weszłam na zajęcia, przywitałam się z nauczycielką i dzieciakami, przysiadłam z boku. Podobno jedna z dziewczynek w klasie Sandry miała bardzo trudne zachowania i dlatego zostałam tam zaproszona. Zachowań jednak nie było, bo owa sprawiająca problemy uczennica siedziała w wannie i była bardzo zadowolona. Skupiłam zatem swoją uwagę na Sandrze. Ta siedziała na wózku i czekała na swoją kolej w wannie z bąbelkami. Czekała cierpliwie, bo też – trzeba przyznać – wielu innych możliwości nie miała, z racji swej niepełnosprawności. Z jej dokumentów i oglądu wiedziałam, że była niewidoma (retinopatia wcześniacza), miała czterokończynowe spastyczne mózgowe porażenie dziecięce (m.p.dz.), niedosłuch i głęboką niepełnosprawność intelektualną. 
W pewnym momencie, gdy nauczycielka była zajęta regulacją czegoś w wannie, drzwi sali (dość odległe) otworzyły się, jakaś kobieta wsunęła przez nie głowę i zapytała o coś banalnego, w stylu „Ty… a nie wiesz w której klasie ma zajęcia Anka?”. Sandra zareagowała bardzo wyraźnie, skierowała głowę w stronę, z której dobiegał głos, uśmiechnęła się szeroko i wydała nieartykułowany dźwięk. Zapytałam:
– Czy Sandra zna tę panią? 
– Tak – odpowiedziała nauczycielka – ona była jej wychowawczynią przez trzy pierwsze lata pobytu w OREW. 
W głowie zapaliła mi się mała czerwona lampka. Zaświeciła się i zaczęła uporczywie mrugać. Dziecko z głęboką niepełnosprawnością i niewidząco-niedosłyszące, które: zachowuje ślady pamięciowe głosu przez kilka lat i adekwatnie reaguje społecznie? Hmm…
Od tego momentu bardzo skupiłam się na obserwacji Sandry. 
A było co obserwować, bo właśnie nauczycielka zakończyła czynności przy wannie, poprosiła pomoc nauczyciela o zaopiekowanie się dzieckiem korzystającym z hydromasażu, a sama zajęła się Sandrą i zaczęła z nią zajęcia. Bardzo mnie to pozytywnie zaskoczyło. Uwielbiam, gdy oddziaływania organizowane są tak, że dzieci nie pozostają bezczynne. Zajęcia trwały i były jakby luźno powiązane z miejscem, w którym przebywaliśmy. Masaż suchą i mokrą szmatką, dotykanie słoików z ciepłą i zimną wodą, zanurzanie rąk w misce z wodą i suchym piaskiem itd. 
Obserwowałam, obserwowałam i… dalej nie wiedziałam niczego nowego o umiejętnościach Sandry. 
Po około 15 minutach zapytałam nauczycielkę, czy mogłaby mi pokazać inne umiejętności dziewczynki. Nauczycielka spojrzała na mnie przeciągle i powiedziała:
– Ale my tak pracujemy. 
– Jasne – odpowiedziałam. – Widzę i, szczerze mówiąc, bardzo mi się pani praca podoba, tylko chciałabym zobaczyć jakieś zadania, po których zorientuję się, jak Sandra funkcjonuje poznawczo. Czy mogłaby mi pani to zademonstrować? – nie odpuszczałam.
– Pani nie rozumie – nauczycielka patrzyła na mnie z mieszaniną zdziwienia i dezaprobaty. – My tak pracujemy, bo Sandra jest GŁĘ-BO-KO U-POŚ-LE-DZO-NA – wyskandowała.
Tym razem moje brwi podjechały wysoko z niedowierzania.
– Jak to?! Pracujecie… tylko… TAK?!?! Znaczy są to tylko stymulacje polisensoryczne!? Tylko dostarczanie bodźców!?
– No, tak!
Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę. Poprosiłam o to, bym mogła sama popracować chwilę z Sandrą. 
Po 10 minutach wiedziałam, że słyszy lepiej, niż wynikałoby to z jej dokumentów. Że dość szybko się uczy. Po kilku powtórzeniach wykonywała już dwa zadania z prostego naśladowania (uderzenie ręką w blat i zepchnięcie z blatu piłeczki, która spadając, wydawała dźwięk) i dwa zadania z rozumienia mowy („Zagraj!” na leżącym bębenku i „Przybij piątkę!” – moja dłoń przy tym zadaniu leżała również na blacie, dotykając czubkami palców ręki dziewczynki). Oczywiście, niby niewiele. Ale już wiedziałam, że przy odpowiednio zaprogramowanym uczeniu mamy szansę zajść o wieeele dalej. 

POLECAMY

Spotkanie z całym zespołem ośrodka

Nadal jednak nie mogłam uwierzyć w to, co przekazała mi nauczycielka. Stwierdziłam, że muszę zrozumieć, czy mam do czynienia z epizodycznym błędem w planowaniu u pojedynczego nauczyciela, czy też może z jakimś szerszym zjawiskiem. 
Po superwizji spotkałam się z całym zespołem OREW i zadałam pytanie o wymagania, jakie stawiają swoim uczniom. Zdecydowana większość prezentowała postawę analogiczną jak nauczycielka Sandry. Byłam w szoku. To był NAPRAWDĘ dobry OREW. Robili z tymi dzieciakami niezwykłe rzeczy: jeździli tramwajami, chodzili na pizzę, do teatru, na lodowisko, ale… wszystko biernie! Innymi słowy: uczeń ustawiony był w pozycji, w której miał: odczuwać, doświadczać, przeżywać, być, ale… nie podlegał żadnym wymaganiom! A przecież rozwój to właśnie wymagania! Pokonywanie kolejnych progów, wspinanie się na kolejne szczyty nowej umiejętności!
I tak zaczęła się moja droga. Całkiem nowa. Tym razem ramię w ramię z osobami z głęboką wieloraką niepełnosprawnością i ich nauczycielami. 
Przez kilka kolejnych lat eksplorowałam tę drogę małymi kroczkami. Najpierw pokonywałam ją, odwiedzając różne OREW-y w kraju na superwizjach i szkoleniach oraz oceniając stosunek uczenia biernego (w którym dostarcza się uczniowi wyłącznie doznań) do czynnego (w którym stawia się uczniowi wymagania i pomaga w ich osiągnięciu). Wyniki były powtarzalne i jednoznaczne. Pozwoliły mi one na postawienie wniosku, że uczniowie z głęboką niepełnosprawnością intelektualną w ok. 85% korzystają z oddziaływań biernych. Odsetek ten byłby znacząco wyższy, ale poprawia go rehabilitacja (zajęcia specjalistyczne), podczas której stawiane są określone wymagania ruchowe. 
To przerażający rezultat. Taki, który w przypadku wszystkich dzieciaków każdego dnia okrada ich z szans na uzyskanie nowych umiejętności. Taki, który mnie – superwizora behawioralnego – popchnął w dalszą drogę, która trwa i stanowi, być może, największą przygodę badawczą mego zawodowego życia. 
To dlatego zdecydowałam się na rozpoczęcie własnych badań nad uczeniem osób z głęboką niepełnosprawnością intelektualną. Wybrałam najprostszy i najskuteczniejszy spośród mi znanych sposób na zoptymalizowanie tempa uczenia tych dzieci, a mianowicie – sama zaczęłam szkolić ich nauczycieli.
Od 2018 r. rozpoczęłam jednocześnie badania w czterech placówkach (rozsianych na terenie całego kraju) zajmujących się uczeniem osób z głęboką niepełnosprawnością intelektualną. 

Badania pilotażowe

Dziś – po przeszło dwóch latach i zakończonym pilotażu – mam już w ręce twarde dowody na to, że dynamiczny przyrost umiejętności w toku intensywnego uczenia jest możliwy u osób z głęboką niepełnosprawnością intelektualną. Spośród osób przeze mnie badanych 100% uzyskało bowiem znaczny przyrost umiejętności w rocznym okresie pilotażu oraz podczas śledzenia ich dalszych losów do dziś. 
W pilotażu udział wzięło 17 uczniów w wieku od 3 do 24 lat, uczonych przez 11 nauczycieli. W grupie tej, w kontekście diagnoz stwierdziłam rozpoznania:

  • głęboka niepełnosprawność intelektualna – 17 badanych, czyli 100%, 
  • mózgowe porażenie dziecięce – 8 badanych, czyli 47%,
  • zespół wad wrodzonych – 5 badanych, czyli 29%,
  • osoba głuchoniewidoma – 1 badany, czyli 5,8%,
  • zespół Downa – 1 badany, czyli 5,8%,
  • zespół Angelmana – 1 badany, czyli 5,8%,
  • autyzm – 1 badany, czyli 5,8%.

Założeniem programu było intensywne, indywidualne uczenie każdego z uczniów w średnim wymiarze 2 godzin dziennie. Nauczyciele natomiast przez cały czas trwania korzystali z regularnej superwizji behawioralnej w wymiarze 50 godz./2 lata.
Zanim przedstawię przebieg uczenia, chciałabym opowiedzieć jednak o czymś innym. Dla mnie z jednej strony było to smutne, a z drugiej – skrajnie determinujące mnie do wysiłku badań, superwizji i w końcu upublicznienia wyników. 
Przed rozpoczęciem pracy terapeutycznej przez nauczycieli i przed moim pierwszym spotkaniem z każdym z badanych postawiłam przed ich nauczycielami zadanie. Mieli oni spisać listę wszystkich opanowanych przez uczniów umiejętności. Podkreśliłam im, że mają to być umiejętności, które uczeń potrafi wykonać od początku do końca samodzielnie, w różnych okolicznościach. Wyniki tego badania mnie poraziły. Żeby pomóc Wam zrozumieć skalę problemu, dodam, że ze zgromadzonej na temat badanych dokumentacji wiedziałam już wcześniej, że moi badani byli w edukacji ośrodkowej (zazwyczaj w tej samej placówce, w której poznawałam ich ja) średnio 10,5 roku, natomiast większość z badanych była w różnorodnej terapii właściwie od momentu urodzenia (czyli od 3 do 24 lat!). To ważne, by mieć w pamięci tę informację, bowiem ich nauczyciele zapytani o samodzielne realizowane przez uczniów umiejętności, podali następujące dane: 

  • 0 umiejętności wskazano u 7 badanych, czyli 41%,
  • 1 umiejętność wskazano u 3 badanych, czyli 17,5% (wodzenie wzrokiem, gryzienie pokarmów, uśmiech społeczny), 
  • 3 umiejętności wskazano u 2 badanych, czyli 11,8%,
  • 5 umiejętności wskazano u 4 badanych (kompilacja powyższych, dmuchanie świecy, chodzenie, jedzenie łyżką, trening czystości),
  • 9 umiejętności wskazano u 1 badan...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Terapia Specjalna"
  • Dostęp do wszystkich artykułów w wersji online
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy